O drodze.

“Droga nie wybrana”

Dwie drogi w żółtym lesie szły w dwie różne strony:
Żałując, że nie da się jechać dwiema naraz
I być jednym podróżnym, stałem zapatrzony
W głąb pierwszej z dróg, aż po jej zakręt oddalony,

Gdzie wzrok niknął w gęstych krzakach i konarach;
Potem ruszyłem drugą z nich nie mniej ciekawą,
Może wartą wyboru z tej jednej przyczyny,
Że rzadziej używana, zarastała trawą;

A jednak mogłem skręcić tak w lewo, jak i w prawo;
Tu i tam takie same były koleiny,
Pełne liści, na których w tej porannej porze
Nie znaczyły się jeszcze śladów czarne smugi.

Och, wiedziałem: choć pierwszą na później odłożę,
Drogi nas w inne drogi prowadzą – i może
Nie zjawię się w tym miejscu po raz drugi.
Po wielu latach, z twarzą przez zmarszczki zoraną,

Opowiem to, z westchnieniem i mglistym morałem:
Zdarzyło mi się niegdyś ujrzeć w lesie rano
Dwie drogi: pojechałem tą mniej uczeszczaną –
Reszta wzięła się z tego, że to ją wybrałem.

„The road not taken” Robert Frost, przełożył Stanisław Barańczak.

Zaszufladkowano do kategorii W głowie | Otagowano | Dodaj komentarz

Aj! Co Syriusz?

 

Ciekawostka filmowa taka. W oryginale scenariusza filmu „Dark Knight” (2008) reż. Christopher Nolan, którego kopię znalazłem w internecie, gdzieś tak pomiędzy milionami filmików o kotkach, a klasycznymi , skandynawskimi… dziełami kinematografii mocno erotycznej,  zgifowana powyżej, wypowiadana przez Jokera fraza brzmiała tak: „Like my mother use to tell me – if you’re good at something, never do it for free”. Matka Jokera została potraktowana po macoszemu niejako w finalnej wersji dzieła. Zastanawia mnie to na ile był to wybór odtwórcy roli, a na ile autorów scenariusza. Wg. mnie owo wspomnienie o mamusi ocieplało jednak wizerunek kreowany przez aktora, którego imienia nikt w cywilizowanym świecie nie potrafi odmienić, a który tak udanie jokerował u Nolana. Co prawda, Joker wspomina o swej mamusi w epickim i słodciutkim monologu będącym próbą (jedną z kilku wersji wyjaśnień tych, jak się okaże, z takim frik… facetem nic nie jest proste) wyjaśnienia etiologi swej… twarzowej bardzo skaryfikacji niejakiemu Gambolowi, jednakowoż sumasumarując: o mamusiach nigdy za wiele. Osobiście uważam, że z okazji zbliżającego się Dnia Matki powinna mieć miejsce premiera poprawionej edycja filmu, zawierająca więcej mamusi Jokera, najlepiej oczywiście zremasterowanej cyfrowo, w 4K I 8D oraz w formacie IMAX do potęgi drugiej. Howgh!

Zaszufladkowano do kategorii W głowie | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Lektura interwałowa.

Będąc swego czasu kinooperatorem czytałem książki interwałami: 20 minut lektury i około 3 minuty przerwy na zmianę rolki taśmy filmowej. Skąd owe 20 minut? Otóż standardowa szpula filmu kinowego miała długość 600 metrów co odpowiadało 20 minutom projekcji filmu. Na 2 godziny filmu czyli 120 minut przypadało 6 szpul. Szafa do przechowywania owych szpul nazywa się „filmostatem”, tak na marginesie. O tym jak docierały owe szpule do kina, jak przebiegało przygotowywanie ich do seansu nie opowiem teraz. Może opowiem innym razem.

My, kinooperatorzy nazywaliśmy metalowe szpule, na które nawijało się film, „cewami”. Były też specjalne cewy do grania filmu „z klocków”. Z klocków prowadziło się projekcję gdy film do kina docierał na sekundy przed rozpoczęciem seansu i nie było czasu na jego przygotowanie zgodnie z prawidłami sztuki kinooperatorskiej oraz regulaminem wewnętrznym kina. Tak prowadzony seans filmowy obarczony był dosyć dużą dozą ryzyka, gdyż ufało się poprzedniemu kinooperatorowi, iż spakował przed wysłaniem kopię filmową porządnie, a nie na przykład pomieszał rolki filmu lub nawinął je przed spakowaniem i wysyłką, „matem do góry”. Wielka doza zaufania gdy człek wie doskonale, że choroba zawodowa kinooperatorów to alkoholizm.

„Po co w kabinie projekcyjnej gaśnica śniegowa? Do chłodzenia wódki”. Wyjaśniam: w dyszy wylotowej takiej gaśnicy było ok 70 stopni Celsjusza na minusie. Rozumiecie. Uchylało się lekko zawór i resztę sobie dopowiedzcie. No proszę. Blisko 10 lat już nie robię w tym „szoł-biznesie” z przewagą pierwszego nad drugim (z powodu nędznych zarobków oczywiście), a wspomnienia wracają, wysypują się niczym jakieś zboże z wagonu, które swego czasu jakiś polityk i jego kamraci wywalali na bocznicach kolejowych. Uchyl lekko zamknięcie wagonowych otworów spustowych czy jak one się tam zwą w nomenklaturze kolejowej, a już ich nie zamkniesz. Podobnie ze wspomnieniami jest.

Meritumując jednak do sedna. Na przekór zbożu. „Interwały czytelnicze” kinooperatora były jednakowoż dłuższe niż te kierowcy autobusu komunikacji miejskiej. Te mają, w zależności od linii jaką się właśnie kursuje oraz tłoku na drogach miasta, maksymalnie 15 minut na 50. To jak stosunek przerywany w przypadku kontaktów interpersonalnych o podłożu erotycznym, frustrujące jak diabli. Ledwo człek wgryzie się w treść książki, a już „leon” (komputer pokładowy autobusu) daje znać, że czas ruszać. Frustracja kierowcy autobusu – nicht gut. Może lepiej pozostać przy oglądaniu miliona filmów z kotami i ogórkami, w internecie? Hmmmm… Nie, nie sądzę. Teraz cytat kapitalny z książki czytanej interwałowo obecnie. W sumie to nawet meta-cytat gdyż cytuję cytującego.

Kurt Vonnegut Jr. „Palm Sunday” (1981). – tłum. Marek Fedyszak.

Zaszufladkowano do kategorii W głowie | Otagowano , , | Dodaj komentarz

61 urodziny, które nie doszły do skutku.

Epitafium – ( z greckiego: epi-taphios, „nad grobem”, „na kamieniu nagrobnym) – napis umieszczony na nagrobku lub pomniku upamiętniający lub sławiący zmarłego.

Jacek Kaczmarski 22.03.1957-10.04.2004.

Zaszufladkowano do kategorii Uncategorized | Otagowano , | Dodaj komentarz

Nocny gość.

Once upon a midnight dreary, while I pondered, weak and weary,
Over many a quaint and curious volume of forgotten lore—
While I nodded, nearly napping, suddenly there came a tapping,
As of some one gently rapping, rapping at my chamber door.
“’Tis some visitor,” I muttered, “tapping at my chamber door—
Only this and nothing more.”

Noc już była, północ zgoła; rozmyślałem w pocie czoła
Nad trwożliwą tajemnicą z dawna zapomnianych ksiąg,
Przysypiając niespodzianie, gdy rozległo się pukanie,
Jakby ciche chrobotanie w mój samotny, senny dom.
„Jakiś gość”, powiadam sobie, „w mój samotny stuka dom,
Nocny gość – i tylko on”.

Edgar Allan Poe „The Raven” – tłum. Jolanta Kozak

Zaszufladkowano do kategorii W oku | Otagowano , | 4 komentarze

174517

Prawie sto lat temu urodził się Primo Levi. Chemik, pisarz, wiezień niemieckiego obozu koncentracyjnego. Przeżył Oświęcim, a zginął po upadku ze schodów w roku 1987.  Cytując Kurta Vonneguta: „zdarza się i tak”. Kiedy Levi już nie żył, inny Żyd, niejaki Joseph Hirt, który nigdy w obozie koncentracyjnym nie był, przywłaszczył sobie numer obozowy , który nosił Levi będąc więźniem Auschwitz. Wytatuował go sobie ów pan Hirt, zgodnie z obozowym sznytem i obnosił z nim po świecie opowiadając czego to on nie przeżył w niemieckich katowniach jako więzień. Kasę w związku z tym cyrkiem robił niezłą i sławę niejaką zdobył też pewnie. Do czasu. W roku 2016 , kiedy to nauczyciel historii z miasta Turin, ale amerykański taki Turyn, a nie włoski ten od Juventusu, zaczął kwestionować wiarygodność tego… tatuowanego lisa. Sprawa się rypła. Joseph Hirth przyznał się do kłamstw, które głosił „w dobrej wierze” aby propagować historię Holokaustu pośród ludzkości bla… bla… bla… Znaczy znowu cel uświęca środki – wszelkie świństwa tego świata podobnie usprawiedliwiano: Okłamię ciebie, ale dla twego dobra wicie-rozumicie, jasne. Jakieś dobro z tej całej żenującej historii jest mimo wszystko, choćby takie, że można wspomnieć Primo Leviego. Zdarza się i tak.

Zaszufladkowano do kategorii W głowie | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

Jest taki dzień.

Natchnięty pomysłem, jak pączek nadzieniem różanym, przez vege-nie-terrorystkę (a nawet piątą kolumnę weganizmu rzec można, sądząc po awersji do marchewki) z okazji Dnia Pączkożercy.

Smacznego.

Zaszufladkowano do kategorii W głowie | Otagowano , | Dodaj komentarz

Najdalszy brzeg.

Zaszufladkowano do kategorii W głowie | Otagowano | Dodaj komentarz

Roztocze literackie.

Niedzielne odkurzanie części księgozbioru, pod życzliwym okiem Mistrza. Oczywiście jak to bywa w takich razach, człowiek bierze książkę do ręki taką co jej dawno w ręku nie trzymał, otwiera na przypadkowej stronie i …sprzątanie się nieco wydłuża. Ambrose Bierce, kapitalny zbiór opowiadań niesamowitych „Czy to się mogło zdarzyć” i jedna z perełek tam zawartych, pod zatytułowaniem „Nieznajomy”, krótki cytat z początku:

„Jakiś mężczyzna wyłonił się z ciemności i wszedłszy w niewielki krąg światła wokół dogasającego obozowego ogniska, usiadł na głazie skalnym. „- Nie wy pierwsi przeszukujecie tę okolicę.” Nikt nie zaprzeczył temu stwierdzeniu; on sam był żywym dowodem owej prawdy(…)”.

P.S. –  Ambrose Bierce „Czy to się mogło zdarzyć?” Wydawnictwo Literackie 1981, tłum. Krystyna Korwin-Mikke.

 

 

Zaszufladkowano do kategorii Uncategorized | Dodaj komentarz

Okrążenie numer 47.

„It’s a very happy day
We are at lots of fun fun fun (…)”

 

Radosna owa pieśń zawiera słowa i muzykę, których oczywiście autorem nie ja jestem, ale w sposób doskonały wyraża stosunek mój do „instytucji” urodzinowych igraszek czyli  owego dorocznego celebrowania odwiecznych poruszeń ciał niebieskich. Howgh!

Muzyka: „Happy Day” – The Boys Next Door (1980)

Zaszufladkowano do kategorii W głowie | Otagowano | 2 komentarze