Rocznica.

W zeszłym roku, na innym blogu, w kontekście śmierci prezydenta Gdańska popełniłem wpis. Minął rok. Myślę, że warto go przypomnieć.

Kobieta zabiła nożem swą czteroletnią córkę, w Dzień Matki, w zeszłym roku. W mieście średniej wielkości, mniejszym od Gdańska. Moim mieście. Okrutna, bezsensowna śmierć. Biegli psychiatrzy rozpoznali u zabójczyni chorobę umysłową. Bywa i tak. Umarło dziecko. Umarło parszywą śmiercią zadaną ręką ukochanej osoby. Zapewne nie zdążyło w swym krótkim życiu skrzywdzić nikogo. Niewinne dziecko. Kilkuletnia dziewczynka. Nigdy już nie będzie dziewczyną, nigdy już nie będzie kobietą. Miała na imię Wiktoria.

Po jej śmierci nikomu nie przyszło do głowy aby urządzić marsz jedności, w proteście przeciwko przemocy. Stada tzw. „ekspertów od wszystkiego” nie zabrały głosu w żadnej stacji radiowej czy telewizyjnej. Nikt nie pomyślał nawet by ogłaszać dni żałoby narodowej by uczcić pamięć czterolatki. Pogrzeb Wiktorii nie miał potencjału na stanie się wydarzeniem medialnym, nie ściągnął zatem „gwiazd” reportażu, które zwykle tak chętnie przecież pokazują się na tle „ścianek” zbudowanych na ludzkiej tragedii. Żaden arcybiskup nie wznosił modłów za spokój duszy małej Wiktorii.

Okrutny zgon nieszczęsnego dziecka pozostał dla świata jedynie literkami na „żółtym pasku”, wyświetlanymi przez kilkanaście sekund, u dołu telewizyjnego ekranu. Krótką wzmianką umieszczoną pomiędzy reklamą nowego suplementu diety prawie gwarantującego wieczną młodość i klipem zachwalającym walory jeszcze doskonalszego modelu SUV-a. Zbyt drastycznym „niusem” dla telewizji śniadaniowej, w której kolejne gwiazdy „znane z tego, że są znane”, opowiadają dyrdymały i idiotyzmy interesujące jedynie kogoś tak zdesperowanego, że poszukuje tu barw dla swego czarno-białego życia. Cudzych barw.

Matka morduje swe dziecko. Całkowicie niepotrzebna śmierć. Dosłownie. Taka tragedia przecież nikomu się do niczego nie przyda. Ani przy okazji takiego nieszczęścia opluć nie można nikogo, ani solidnie dokopać przeciwnikowi politycznemu czy ideologicznemu, z tej czy innej strony. Ani wskazać paluchem, że to właśnie przez „onych”, że to „oni” winni są, bo jątrzą, bo sieją niezgodę, bo w sumie to jakby faktycznie w rękę mordercy nóż włożyli i wskazali cel. Śmierć nikomu do niczego niepotrzebna. Nieprzydatna zupełnie.

Umarło dziecko. Kolejna wiadomość medialna o długości życia motyla. I tak jest dobrze. Tak być powinno. Bez rozbuchanej do karykaturalnych rozmiarów, egzaltacji. Bez kabotyńskich gestów. Umarło dziecko. Umarł ojciec, matka, brat czy siostra. Umarł człowiek. Tak bowiem umieramy jako ludzie, podobnie jak przychodzimy na ten świat. Niestety nie zawsze umieramy jak ludzie. Bywa i tak. Nie ma potrzeby przy takiej okazji na siłę odziewać tej ponurej pani z kosą, przecinającej nić naszego żywota, w strój cyrkowego klauna. Nie uchodzi. Tak podpowiada, zwykła, staromodna przyzwoitość.”

A teraz można sobie posłuchać songu „Sound of silence” skowerowanego przez Disturbed. Jak kto chce.

One thought on “Rocznica.

  1. Nawet jeśli zbyt długo ten wpis tu nie „powisi” i razem z nim mój komentarz zniknie, (w pamięci mojej i Pana CzegoCiTrzeba zostanie być może) to i tak pozwolę sobie napisać cosik. Z treścią zgadzam się w całej rozciągłości i szerokości więc przyklaskiwać nie będę, ego autora łechcząc. Musnąć jednak się odważę, i uwagę zwrócę jak to jest dobrze napisane. Bo jest. A skąd wiem? Bo się to bardzo dobrze czyta! O ważnych rzeczach, mądrze i dobrze. Mało tego dziś. Zwłaszcza jeśli obecnie tkwi się po uszy w wypocinach na temat wschodu Junga 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.